Pędzę z odsieczą dla ludzkości i podsuwam autorski sposób wspomagania pamięci - które z tych słów piszemy razem, a które osobno:
naprawdę
na pewno
Metoda na zapamiętanie jest prosta: oba słowa/ wyrażenia "powinny" zająć tyle samo miejsca w formie pisanej, czyli na pewno jako fraza o mniejszej liczbie liter musi się wydłuuuużyć zapraszając do siebie spację. A naprawdę musi się pilnować i trzymać linię, aby dorównać szczuplejszemu na pewno.
Ot co.
wtorek, 11 sierpnia 2009
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Dedykowana destynacja
Jak wpływ języków obcych może okazać się zgubny dla języka ojczystego? Dwa przykłady zmienionych znaczeń słów: destynacja i dedykowany.
Destynacja to powszechnie używane słowo w branży turystycznej, zwłaszcza lotniczej, określające cel podróży, czyli miejsce docelowe. Tablice na lotniskach informują o wakacyjnych destynacjach: Barcelona, Ateny, czy inna Hurgada, a rzecznik Lufthansy opowiada o ofercie do 140 destynacji na całym świecie, itd. A najbardziej nie na miejscu są pytania strażników granicznych, których interesuje "jaka jest Pani finalna destynacja".
Oczywiście destynacja we wspomnianych znaczeniach to kalka z języka angielskiego destination.
Słowo destynacja w języku polskim istnieje, rzecz jasna, ale oznacza coś zgoła innego - tzn. przeznaczenie czy też zamiar Opatrzoności, itp. Dlatego jestem w stanie zaakceptować użycie słowa destynacja w odniesieniu do lotu samolotem tylko w sytuacji, gdy ktoś jest wróżką i potrafi przewidzieć, że dany lot to finalna destynacja (final destination).
Drugim potworkiem językowym, który narodził się z nadmiernego uwielbienia braci korporacyjnej do obcej mowy jest słowo dedykowany. Niegdyś miało zabarwienie romantyczno-sentymentalno-dziękczynne, bo było używane przez poetów dedykujących swoje wiersze ukochanym, pisarzy, którzy wyrażali podziękowania żonom lub mentorom na pierwszych stronach książek z dedykacją, nauczycielom, którzy odręcznie wypisywali dedykacje wzorowym uczniom w książkach rozdawanych na zakończenie roku, itd.
Ale dzisiaj słowo dedykowany przeżywa swój renesans i obyśmy jak najszybciej przeszli do oświecenia. W nadmiarze słyszy się wyrażenia typu "oprogramowanie dedykowane dla państwa firmy", "pracownik dedykowany do obsługi klienta", "projekt dedykowany dla młodych mam". Wynika z tego, że ta nowomowa to nie tylko wymysł pojedynczych osób, ale niestety upowszechniające się kaleczenie języka.
W przypadku dedykacji i dedykowania nie widzę miejsca na wykorzystanie ich w innych znaczeniach niż te związane z kierowaniem miłych słów do określonego adresata.
W kwestii zapożyczeń jestem konserwatystką :-)
Destynacja to powszechnie używane słowo w branży turystycznej, zwłaszcza lotniczej, określające cel podróży, czyli miejsce docelowe. Tablice na lotniskach informują o wakacyjnych destynacjach: Barcelona, Ateny, czy inna Hurgada, a rzecznik Lufthansy opowiada o ofercie do 140 destynacji na całym świecie, itd. A najbardziej nie na miejscu są pytania strażników granicznych, których interesuje "jaka jest Pani finalna destynacja".
Oczywiście destynacja we wspomnianych znaczeniach to kalka z języka angielskiego destination.
Słowo destynacja w języku polskim istnieje, rzecz jasna, ale oznacza coś zgoła innego - tzn. przeznaczenie czy też zamiar Opatrzoności, itp. Dlatego jestem w stanie zaakceptować użycie słowa destynacja w odniesieniu do lotu samolotem tylko w sytuacji, gdy ktoś jest wróżką i potrafi przewidzieć, że dany lot to finalna destynacja (final destination).
Drugim potworkiem językowym, który narodził się z nadmiernego uwielbienia braci korporacyjnej do obcej mowy jest słowo dedykowany. Niegdyś miało zabarwienie romantyczno-sentymentalno-dziękczynne, bo było używane przez poetów dedykujących swoje wiersze ukochanym, pisarzy, którzy wyrażali podziękowania żonom lub mentorom na pierwszych stronach książek z dedykacją, nauczycielom, którzy odręcznie wypisywali dedykacje wzorowym uczniom w książkach rozdawanych na zakończenie roku, itd.
Ale dzisiaj słowo dedykowany przeżywa swój renesans i obyśmy jak najszybciej przeszli do oświecenia. W nadmiarze słyszy się wyrażenia typu "oprogramowanie dedykowane dla państwa firmy", "pracownik dedykowany do obsługi klienta", "projekt dedykowany dla młodych mam". Wynika z tego, że ta nowomowa to nie tylko wymysł pojedynczych osób, ale niestety upowszechniające się kaleczenie języka.
W przypadku dedykacji i dedykowania nie widzę miejsca na wykorzystanie ich w innych znaczeniach niż te związane z kierowaniem miłych słów do określonego adresata.
W kwestii zapożyczeń jestem konserwatystką :-)
Etykiety:
dedykowany,
destynacja
czwartek, 6 sierpnia 2009
Pisze czy jest napisane?
Rzecz jasna jak słońce, prosta jak drut, a jednak budząca wątpliwości.
Po przeczytaniu ciekawej informacji w gazecie, chcąc się nią z kimś podzielić może zdarzyć się dylemat czy powiedzieć:
Na piątej stronie pisze, że koncert Madonny jednak się odbędzie
czy może
Na piątej stronie jest napisane, że koncert Madonny jednak się odbędzie.
Oczywiście przysłuchujące się otoczenie, wrażliwe na poprawność polszczyzny będzie wdzięczne za użycie drugiego zdania, gdzie forma bierna "jest napisane" pozwala przekazać faktyczny stan rzeczy. Przecież kiedy czytelnik bierze do rąk wydrukowaną gazetę, to wszystkie treści w niej są już napisane, bo ktoś inny wcześniej je napisał. Ewentualnie można byłoby przekazać tę samą treść słowami:
Na piątej stronie redakcja (redaktor, Hirek Wrona, ktoś inny określony personalnie) pisze, że koncert Madonny jednak się odbędzie.
Tak jest napisane :-)
Po przeczytaniu ciekawej informacji w gazecie, chcąc się nią z kimś podzielić może zdarzyć się dylemat czy powiedzieć:
Na piątej stronie pisze, że koncert Madonny jednak się odbędzie
czy może
Na piątej stronie jest napisane, że koncert Madonny jednak się odbędzie.
Oczywiście przysłuchujące się otoczenie, wrażliwe na poprawność polszczyzny będzie wdzięczne za użycie drugiego zdania, gdzie forma bierna "jest napisane" pozwala przekazać faktyczny stan rzeczy. Przecież kiedy czytelnik bierze do rąk wydrukowaną gazetę, to wszystkie treści w niej są już napisane, bo ktoś inny wcześniej je napisał. Ewentualnie można byłoby przekazać tę samą treść słowami:
Na piątej stronie redakcja (redaktor, Hirek Wrona, ktoś inny określony personalnie) pisze, że koncert Madonny jednak się odbędzie.
Tak jest napisane :-)
Etykiety:
jest napisane,
pisze
poniedziałek, 3 sierpnia 2009
Wymyślić, lubić, nienawidzić
Dziś na widelec biorę trzy czasowniki, które często padają ofiarą błędnego zniekształcania przez podobieństwo brzmienia do innych słów o zupełnie innych znaczeniach.
Nienawidzić - tak
Nienawidzieć - nie
Zapewne błąd wynika z traktowania słowa nienawidzić jako "widzieć", a oba słowa łączy jedynie podobne brzmienie. Może komuś ułatwi zapamiętanie poprawnej formy jak wyobrazi sobie wymawianie "nienawidzić" z zaciśniętymi z nienawiści zębami?
Dodatkowo, warto podkreślić, że nienawidzić to wprawdzie czasownik, ale tylko rozpoczynający się od "nie-" i w żadnym wypadku nie należy go zapisywać rozdzielnie jak większość czasowników z nie :-)
Lubić - tak
Lubieć - nie
Lubienie również przysparza niestety kłopotów, bo nie wiemy czy lubić czy lubieć. Proponuję skojarzenie tego czasownika z innymi: lubić kogoś to tak naturalne jak robić cokolwiek (powszechne -ić), a lubieć to jak zgrzybieć (-ieć).
Wymyślić - tak
Wymyśleć - nie
Z wymyślaniem jest podobnie jak z nienawidzeniem - mylimy z innym, podobnie brzmiącym słowem. I rzeczywiście należy myśleć, ale wymyślić. Jako ściągawkę proponuję myśliciela. Bo przecież nie myśleciela.
Nienawidzić - tak
Nienawidzieć - nie
Zapewne błąd wynika z traktowania słowa nienawidzić jako "widzieć", a oba słowa łączy jedynie podobne brzmienie. Może komuś ułatwi zapamiętanie poprawnej formy jak wyobrazi sobie wymawianie "nienawidzić" z zaciśniętymi z nienawiści zębami?
Dodatkowo, warto podkreślić, że nienawidzić to wprawdzie czasownik, ale tylko rozpoczynający się od "nie-" i w żadnym wypadku nie należy go zapisywać rozdzielnie jak większość czasowników z nie :-)
Lubić - tak
Lubieć - nie
Lubienie również przysparza niestety kłopotów, bo nie wiemy czy lubić czy lubieć. Proponuję skojarzenie tego czasownika z innymi: lubić kogoś to tak naturalne jak robić cokolwiek (powszechne -ić), a lubieć to jak zgrzybieć (-ieć).
Wymyślić - tak
Wymyśleć - nie
Z wymyślaniem jest podobnie jak z nienawidzeniem - mylimy z innym, podobnie brzmiącym słowem. I rzeczywiście należy myśleć, ale wymyślić. Jako ściągawkę proponuję myśliciela. Bo przecież nie myśleciela.
Etykiety:
lubić,
nienawidzić,
wymyślić
sobota, 1 sierpnia 2009
Koszty czy koszta
Po prędkim odkurzeniu bloga z okazji pierwszej sierpniowej soboty przybywam, aby rozwikłać zagadkę kosztową, czyli która z form liczby mnogiej jest poprawna - koszty czy koszta?
Gdybym pozostała przy sugestywnej podpowiedzi umysłu z pierwszej chwili, to napisałabym iż tylko i wyłącznie "koszty" są poprawne, a koszta to kolejny efekt wydumanej odmiany słów najprostszych. Ale coś mnie tknęło i zaczęłam przeszukiwać przepastną sieć, a w efekcie niestety nie mam jasności co do wyłączności na poprawność dla któregokolwiek z tych słów.
Z jednej strony Maciej Malinowski twierdzi, że "koszta" to przełożenie odmiany słów pochodzenia łacińskiego na słowa rdzennie polskie, bo końcówka -a w liczbie mnogiej jest charakterystyczna dla słów o etymologii łacińskiej. Niestety niewiele wiem o łacinie (ubolewam nieco), ale wydaje mi się, że jednak "koszt" ma duże szanse na korzenie łacińskie.
I z drugiej strony właśnie, internetowa poradnia językowa najstarszej polskiej uczelni przekonuje mnie, że obie formy mają zastosowanie. Według opinii prof. Mirosława Skarżyńskiego, eksperta poradni językowej Uniwersytetu Jagiellońskiego określa obie formy jako poprawne, jednak koszta uznaje za przestarzałe.
Jako że preferuję prostotę w codziennym użytku stawiam na koszty, a koszta pozostawiłabym na okoliczność potrzeby archaizacji wypowiedzi, czy opisu.
Gdybym pozostała przy sugestywnej podpowiedzi umysłu z pierwszej chwili, to napisałabym iż tylko i wyłącznie "koszty" są poprawne, a koszta to kolejny efekt wydumanej odmiany słów najprostszych. Ale coś mnie tknęło i zaczęłam przeszukiwać przepastną sieć, a w efekcie niestety nie mam jasności co do wyłączności na poprawność dla któregokolwiek z tych słów.
Z jednej strony Maciej Malinowski twierdzi, że "koszta" to przełożenie odmiany słów pochodzenia łacińskiego na słowa rdzennie polskie, bo końcówka -a w liczbie mnogiej jest charakterystyczna dla słów o etymologii łacińskiej. Niestety niewiele wiem o łacinie (ubolewam nieco), ale wydaje mi się, że jednak "koszt" ma duże szanse na korzenie łacińskie.
I z drugiej strony właśnie, internetowa poradnia językowa najstarszej polskiej uczelni przekonuje mnie, że obie formy mają zastosowanie. Według opinii prof. Mirosława Skarżyńskiego, eksperta poradni językowej Uniwersytetu Jagiellońskiego określa obie formy jako poprawne, jednak koszta uznaje za przestarzałe.
Jako że preferuję prostotę w codziennym użytku stawiam na koszty, a koszta pozostawiłabym na okoliczność potrzeby archaizacji wypowiedzi, czy opisu.
sobota, 27 czerwca 2009
Standard
Standardowo pomoralizuję.
Ale za to wykład będzie krótki, bo rzecz jest prosta jak drut.
Zachowując standardy przyzwoitości wymawiamy standarDowo, standarDy i w standarDzie, czyli zachowujemy twarde standardy. Unikajmy standartów z t, które to t ma prawo bytu wyłącznie w mianowniku i to tylko w wymowie, tzn.:
piszemy: standard, wymawiamy: standart --> w naturalny sposób "ubezdźwięczniamy"
piszemy: standardu, wymawiamy: standardu
piszemy: standardowi, wymawiamy: standardowi
piszemy: ze standardem, wymawiamy: ze standardem
piszemy: o standardzie, wymawiamy: o standardzie
A z okazji korzystając, życzę Wam i sobie jak najlepszych standardów językowych.
Ale za to wykład będzie krótki, bo rzecz jest prosta jak drut.
Zachowując standardy przyzwoitości wymawiamy standarDowo, standarDy i w standarDzie, czyli zachowujemy twarde standardy. Unikajmy standartów z t, które to t ma prawo bytu wyłącznie w mianowniku i to tylko w wymowie, tzn.:
piszemy: standard, wymawiamy: standart --> w naturalny sposób "ubezdźwięczniamy"
piszemy: standardu, wymawiamy: standardu
piszemy: standardowi, wymawiamy: standardowi
piszemy: ze standardem, wymawiamy: ze standardem
piszemy: o standardzie, wymawiamy: o standardzie
A z okazji korzystając, życzę Wam i sobie jak najlepszych standardów językowych.
Etykiety:
standard,
standardowo,
wymowa
środa, 24 czerwca 2009
Tudzież
Panie tudzież Panowie!
Oto chwila prawdy dla słowa tudzież. Na specjalne życzenie od czytelnika blogowego z pięknego Wrocławia spieszę wyjaśnić, że tudzież oznacza to samo co także, i, czy oraz. Jest to spójnik określający jednoczesne występowanie, działanie, istnienie, itd.
Ubarwimy wypowiedź mówiąc, że Nelly Rokita zwykła nosić rękawiczki tudzież kapelusze, ponieważ rzeczywiście Pani Nelly zwykle ma na sobie zarówno kaplelusz, jak i rękawiczki. Jednak ubawimy innych stwierdzając, że na plażę zakłada się klapki tudzież sandały, bo czy ktoś kiedyś kogoś widział w czterech butach?
Tudzież brzmi słownikowo, więc zawsze znajdzie się ktoś, kto zabawnie pragnie wznieść się na wyżyny mowy literackiej.
Czy we Wrocławiu słychać inne modne szkaradki językowe?
Oto chwila prawdy dla słowa tudzież. Na specjalne życzenie od czytelnika blogowego z pięknego Wrocławia spieszę wyjaśnić, że tudzież oznacza to samo co także, i, czy oraz. Jest to spójnik określający jednoczesne występowanie, działanie, istnienie, itd.
Ubarwimy wypowiedź mówiąc, że Nelly Rokita zwykła nosić rękawiczki tudzież kapelusze, ponieważ rzeczywiście Pani Nelly zwykle ma na sobie zarówno kaplelusz, jak i rękawiczki. Jednak ubawimy innych stwierdzając, że na plażę zakłada się klapki tudzież sandały, bo czy ktoś kiedyś kogoś widział w czterech butach?
Tudzież brzmi słownikowo, więc zawsze znajdzie się ktoś, kto zabawnie pragnie wznieść się na wyżyny mowy literackiej.
Czy we Wrocławiu słychać inne modne szkaradki językowe?
Etykiety:
tudzież
wtorek, 23 czerwca 2009
O dwóch miastach na W
Oto mamy kolejny post na zamówienie, a ręczę, że jeszcze nie wzięłam złamanego grosza (ani pensa), czyli czas promocji trwa... :-)
Kolega emigrant spać nie może, głowiąc się nad dwoma miastami na W, które lubią się z odmiennymi przyimkami. I tak, poprawnie należy powiedzieć w Warszawie, ale we Wrocławiu, a nigdy we Warszawie lub w Wrocławiu. Dlaczego? Ano dlatego, że wprawdzie obie nazwy są na W, jednak Wrocław zaczyna się grupą spółgłosek, gdzie W jest pierwsze, a w Warszawie tuż po W występuje samogłoska A, więc nie ma potrzeby ułatwiania sobie przyimkiem we.
Stąd względy praktyczne decydują, że mówimy w Warszawie i we Wrocławiu.
Kolega emigrant spać nie może, głowiąc się nad dwoma miastami na W, które lubią się z odmiennymi przyimkami. I tak, poprawnie należy powiedzieć w Warszawie, ale we Wrocławiu, a nigdy we Warszawie lub w Wrocławiu. Dlaczego? Ano dlatego, że wprawdzie obie nazwy są na W, jednak Wrocław zaczyna się grupą spółgłosek, gdzie W jest pierwsze, a w Warszawie tuż po W występuje samogłoska A, więc nie ma potrzeby ułatwiania sobie przyimkiem we.
Stąd względy praktyczne decydują, że mówimy w Warszawie i we Wrocławiu.
niedziela, 21 czerwca 2009
Półtorak - najlepszy miód pitny
Rzecz będzie, wbrew tytułowi o kłopotliwym liczebniku ułamkowym - półtora, półtorej.
Liczebnik określający liczbę 1,5 bywa problematyczny, dlatego spieszę z wyjaśnieniem jak poprawnie się nim posługiwać. Używamy dwóch jego form:
Liczebnik określający liczbę 1,5 bywa problematyczny, dlatego spieszę z wyjaśnieniem jak poprawnie się nim posługiwać. Używamy dwóch jego form:
- półtora - z rzeczownikami rodzaju męskiego i nijakiego
- półtorej - z rzeczownikami rodzaju żeńskiego
Wynika z tego, że poprawnie mówimy: półtora kwintala piasku, półtora litra mleka, półtora kilograma mięsa, półtora roku oraz półtorej godziny, półtorej kopy jajek, itd.
Powszechnie upraszczamy i zwykliśmy mówić o większości rzeczowników półtorej, stąd błędne: półtorej roku, półtorej metra, itd.
Przypuszczam, że przypisując formę żeńską "półtorej" do wszystkich rzeczowników, bez względu na ich rodzaj, podświadomie kierujemy się końcówką -a w mianowniku tego słowa, sugerującą rodzaj żeński.
piątek, 19 czerwca 2009
Zakopane odmieniam na zamówienie :-)
Pani o rzadkim nazwisku (które należy odmieniać!) zamówiła sobie posta (wolę formę "posta" niż "post") o Zakopanem. Jak wygląda poprawna deklinacja nazwy zimowej stolycy Polski?
Otóż Zakopane cechuje się deklinacją przymiotnikową - nie ma Zakopanego, przyznano Zakopanemu, itd. - z wyjątkiem narzędnika i miejscownika, gdzie występuje rzadka końcówka -em. Gwoli ścisłości:
(kto? co?) Zakopane
(kogo? czego?) Zakopanego
(komu? czemu?) Zakopanemu
(kogo? co?) Zakopane
(z kim? z czym?) z Zakopanem
(o kim? o czym?) o Zakopanem
(o!) Zakopane
Przyznam, że narzędnik i miejscownik trąci archaizmem, ale w tym właśnie urok tej odmiany :-)
Otóż Zakopane cechuje się deklinacją przymiotnikową - nie ma Zakopanego, przyznano Zakopanemu, itd. - z wyjątkiem narzędnika i miejscownika, gdzie występuje rzadka końcówka -em. Gwoli ścisłości:
(kto? co?) Zakopane
(kogo? czego?) Zakopanego
(komu? czemu?) Zakopanemu
(kogo? co?) Zakopane
(z kim? z czym?) z Zakopanem
(o kim? o czym?) o Zakopanem
(o!) Zakopane
Przyznam, że narzędnik i miejscownik trąci archaizmem, ale w tym właśnie urok tej odmiany :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)